Rekonstrukcja starej fotografii babci [Starocie, stare FOTOGRAFIE]

Grafik zrekonstruował jedyną starą fotografię swojej babci

Kiedyś zapytałam moją babcię, kim jest przystojniak z czarno-białego zdjęcia, który przytula ją i śmie nie być moim dziadkiem. No i się stało, poruszyłam machinę: Babcia zaczęła opowiadać mi o szpitalu w Kędzierzynie Koźlu, gdzie była pielęgniarką, o tym, że przypadkowo zobaczyła go z jakąś siksą, a w kluczowym momencie opowieści, kiedy ważyły się losy: mojej matki i mój, rozpłakała się. Klasyka, co? Facet, którego imię kołacze mi się gdzieś z tyłu głowy, nie był bohaterem żadnej bajki o spektakularnym zakończeniu: nie miał białego rumaka z ciapatym zadkiem, zamku oszust też nie miał, a zamiast wojenkami parał się fundowaniem kobietom kiepskich historii miłosnych.

Starocie, stare fotografie. Fotografia – rzecz osobliwa, z formy i charakteru: pachnie, błyszczy, wzrusza, krępuje ludzi jakąś dziwną mocą, wraca do życia umarłych. Właśnie za to uwielbiam stare fotografie: za ich zapach, kształt i fakturę, dzięki czemu nie są tak odrealnione jak te z komputera, których nawet nie nazywa się zdjęciami, których się nie ogląda, przez które się przeklikuje. I takich Ryśków (chyba  nawet tak miał na imię) z roześmianymi oczami uwielbiam i takie dziewczyny, jak moja babcia.

Wreszcie zabrałam jej te stare fotografie, żeby je sobie skserować, zostawić coś z jej nieszczęśliwej miłości dla siebie. Kiedyś przecież tylko to mi po niej pozostanie. Tak jak grafikowi, który zachował i zrekonstruował jedno jedyne zdjęcie swojej babci…