O czterech takich, co wymyślili Mikołaja

Święty Mikołaj rodził się przez niemal cały XIX wiek, a wszystko zaczęło się w Nowym Jorku: rodowe korzenie Mikołaja sięgają Manhattanu. Akurat dobrotliwy brodaty grubas w czerwonej czapce, z którym kojarzymy Boże Narodzenie, ma niewiele wspólnego ze świętością, ale cóż, przyjęło się, że jest inaczej. Może i rzeczywiście pomysł na Mikołaja wziął się z tureckiej Miry, ale starzec, którego uwielbiamy i wyczekujemy przy kominku na pewno był Amerykaninem, ba! urodził się na Manhattanie między 8. i 10. aleją, gdzie mieszkał pisarz Clement Clarke Moore, pierwszy z czterech ojców Mikołaja.

To, jak dokładnie wygląda Mikołaj, czym jeździ, o której się zjawia, że wchodzi do domu przez komin, a nawet jak nazywają się jego renifery, wiemy właśnie dzięki Moore’owi, który wymyślił go w 1813 roku w „Nocy Wigilijnej” (publikowanej w 1823 roku). Moore wyprowadził Mikołaja z Manhattanu gdzieś za koło podbiegunowe. Co ciekawe, czerwonosy Rudolf, najbliższy przyjaciel Mikołaja, narodził się 126 lat później – w 1939 roku, jako potomek jednego z ośmiu reniferów-założycieli (klanu mikołajowych pomocników).

W oryginalnym wydaniu wiersza Moore’a Mikołaj jest MAŁYM, starym, wesołym elfem z „okrągłym brzuchem, który trzęsie się jak misa galaretki, kiedy Mikołaj się śmieje”, a małe sanie ciągnie osiem chudych reniferów, o których nawet nie wiadomo, czy potrafią wznosić się w powietrze. Moore wreszcie uporządkował chaotyczny wizerunek Mikołaja – do tamtej pory różnie go sobie wyobrażono, ale wiadomo było na pewno, że przynosi prezenty.

Później, to znaczy w latach 60. XIX wieku, za Mikołaja wziął się rysownik Thomas Nast zwany „ojcem amerykańskiej karykatury”. To on go narysował światu jako pierwszy. Obrazek, na którym staruszek obdarowuje prezentami żołnierzy w obozie wojskowym podczas wojny secesyjnej, ukazał się w niedzielę 3 stycznia 1863 roku na okładce Harper’s Weekly. Przedstawiony na nim Mikołaj ma brodę, nosi czerwone wdzianko (z wyraźnie amerykańskim motywem) i siedzi na saniach, które ciągną renifery. Ale! Zamiast słynnej czerwonej czapki z białym pomponem na koniuszku ma futrzany kapelusz.

 70 lat później, czyli w latach 30. XX wieku, Mikołajem zainteresował się koncern produkujący Coca-Colę. To najprawdopodobniej Fred Mizen, który jako pierwszy w 1930 roku namalował staruszka popijającego colę, podmienił mu kapelusz na czerwoną czapkę. Mizen utkwił w pamięci Amerykanów jako ojciec pierwszego Mikołaja, który narodził się pod szyldem Coca-coli, ale większość rysunków stworzył Haddon Sundblom, ten sam, który w 1972 roku zaprojektował grudniową okładkę Playboya z mikołajowym akcentem. Sundblom rysował Mikołaja dla Coca-Coli od 1931 roku, zawsze starał się pozostać wiernym wizji Moore’a.

W latach dwudziestych minionego wieku fiński reporter radiowy, Markus Rautio, znalazł Mikołajowi stały dom: przeprowadził go pod Rovaniemi w norweskiej części Laponii. To tam dzieci z całego świata kierują swoje bożonarodzeniowe prośby – podobno Mikołaj jest rekordzistą w liczbie otrzymywanych listów. :)

ZOBACZ INNE Śpiewała na warszawskiej ulicy, później podbiła Broadway. Polka, o której nie słyszeliście